- Jestem przekonana, że siła do pokonywania trudności to dar od Niego. Moje modlitwy zawsze były wysłuchiwane. Jak Pan Bóg kogoś lubi, to daje krzyż, żeby człowiek się opamiętał. Żeby zarozumialstwo nad nim nie górowało - podkreśla Izabela. Wszystkie nieszczęścia, które ją spotkały, odczytuje jako drogę prowadzącą do wzmocnienia wiary. Gwiazda 13 lat temu straciła ukochanego męża. Zawiesiła występy. Ale w 2012 roku udało się jej reaktywować zespół. Ma jeszcze jedno wielkie marzenie. - Chciałabym zaśpiewać w Watykanie dla papieża Franciszka - mówi Skrybant.
Historie ludzi
czwartek, 21 lipca 2016
Robin Williams- Patrząc na świat widzisz jak przerażający potrafi czasem być
Patrząc na świat widzisz jak przerażający potrafi czasem być i wciąż próbujesz walczyć z tym strachem. Komedia może pomóc sobie z nim poradzić, powoduje że nie czujesz się nim sparaliżowany. Dzięki niej możesz wypędzić demony i sobie z nimi poradzić. To właśnie robię kiedy gram.
1951-2014
piątek, 17 czerwca 2016
Isabel Allende - Dziwnie jest wracać do domu, w którym nikt przed tobą nie włączy światłą, nie przygotuje herbaty
Isabel Allende - Dziwnie jest wracać do domu, w którym nikt przed tobą nie włączy światłą, nie przygotuje herbaty, nie ustawi ogrzewania jeśli zrobi się zbyt zimno. Ale nie przyjmuję z tego powodu wyrazów współczucia, bo wiem, że nie było lepszego wyjścia niż rozstanie. (..) Mam nadzieję, że poznam jeszcze mężczyznę, z którym będę zasypiać.
Zdzisława Sośnicka - Mogę rano spokojnie wstać, napić się zielonej herbaty Pojechać na Wał i popatrzeć na Wisłę.
Zdzisława Sośnicka - Kocha dom który zbudowała z mężem w Konstancinie: " Mogę rano spokojnie wstać, napić się zielonej herbaty. Pojechać na wał i popatrzeć na Wisłę. Wyjść do ogrodu, poczytać książkę, włączyć płytę ..."
niedziela, 18 października 2015
Wojciech Pszoniak - Wiem, że nigdy nie zrozumiem świata i tego, po co jesteśmy, ale nie jesteśmy po nic.
Uważam, że w życiu udaje się ludziom, u których dominuje udział własny (..) W życiu nie ma tak, że ktoś nam coś da. (...) Nikomu nie zazdroszczę. Jeśli się ścigam, to ze sobą. Do siebie mam pretensje, kiedy mi się coś nie udaje, a jeśli mi się udaje, to też dlatego, że mam w tym swój udział.
Druga rzecz, która decyduje o naszym życiu, może najcenniejsza to pasja. Człowiek bez pasji nie żyje. Chodzi o jakiś zachwyt światem, drugim człowiekiem. I trzecia rzecz to sens. Każde działanie wymaga poczucia sensu. Jeśli jestem sprzątaczem, a będę myślał, że powinienem być profesorem, to tracę sens. Bo jako sprzątacz mam wysprzątać jak najlepiej, dzięki temu może jutro będę robił coś innego.
(..) Ale drogę od małego wytyczałem sobie sam, choć przy pomocy innych oczywiście. Najważniejsi moi mistrzowie to poznani w młodości Różewicz i Konrad Swinarski. Szacunku czy może raczej pozytywnego stosunku do siebie nabrałem, gdy miałem 14 lat. Byłem w wojsku i, proszę pani, zrozumiałem, że jestem sam. I że muszę żyć. Od tamtej pory nigdy od nikogo niczego nie oczekiwałem.
- Ale zanim pan do tego doszedł miał pan dwie próby samobójcze.
- To była jakaś czarna dziura. Miałem 13 lat, ojciec umarł, w matce nie maiłem oparcia. W domu bieda, matka bezradna, nigdy wcześniej nie pracowała. Przez ocenę z zachowania nie przyjęli mnie do liceum, to był cios poniżający. Takiego stanu już nigdy potem nie przeżyłem. Położyłem się na torach przy dworcu w Gliwicach ale pociąg przejechał po torach obok. No to chciałem się powiesić na słupie, spłoszył mnie kolejarz. Pan Bóg widocznie chciał żebym żył. Dzisiaj jestem wyrozumiały dla młodych ludzi, wiem, co to znaczy, kiedy człowiek się konstruuje, jaki to trudny proces.
- I wojsko zrobiło z pana człowieka?
- Do wojska poszedłem po tych próbach, mając 13 lat. Po dwóch latach wyszedłem jako 45-letni mężczyzna. Zrozumiałem, że jestem mocny. Decyzję zerwania z wojskiem podjąłem sam. To największy prezent jaki dostałem od losu, choć nikt takiego prezentu sobie nie życzy. Od tamtej pory w sytuacjach kryzysowych daję sobie radę. Nie boję się siebie, swojej słabości, dzięki czemu nie boję się innych.
(..) Łomnicki mówił, że człowiek musi siebie wymyślić. Ja to zapamiętałem ,ale minęły lata i pomyślałem, że nie wymyślić siebie ale odnaleźć siebie.
Człowiek nie tyle uczy się na błędach, ale zbiera blizny, które pomagają mu zrozumieć siebie i innych. W swojej pracy nad rolami czerpię z tego co przeżyłem. Nie uważam, że los mnie krzywdził, choć po śmierci ojca byłem głodny, nie miałem łyżew, rowerka, nie nie miałem. Ale za to matka od piątego roku życia zabierała mnie ze sobą do teatru. (..) Dzięki matce uwielbiam operę, moja ulubiona to "Rigoletto" . Mam słabość do błaznów a także do klaunów i ludzi cyrku.
Rodzice nie pasowali do siebie. Matka była energiczna a ojciec wyciszony. Chodził ze mną na spacery na dworzec w Gliwicach, kochałem kolej, kocham do dnia dzisiejszego. (..) Bardziej związany bylem z matką - na dobre i na złe. Była silniejsza niż ojciec. Ojciec najchętniej wziąłby wózeczek i wrócił piechotą do Lwowa. (.. ) Umarł w 1955, miał 64 lata. Młody był. Chciał popelnić samobójstwo ale nie zdążył.
(.. ) Dla mnie jest ważne, że coś ugotuję, poczytam książkę, posłucham muzyki, z kimś porozmawiam - z tego układam swój sens nawet jeśli czasem mam wątpliwości. Wiem, że nigdy nie zrozumiem świata i tego, po co jesteśmy, ale nie jesteśmy po nic.
(..) Jestem mały w mojej wierze. ale mam potrzebę Boga. Może jako wyznacznika czegoś, żeby nie zbłądzić. Nie wiem. (..) Trzeba próbować żyć pięknie. Nie spieszyć się (..)
Wojciech Pszoniak - aktor ur w 1942 r. we Lwowie
w filmie "Mniejsze zło"
więcej - artykuł "I tak pani nie zdąży" w Gazeta Wyborcza sobota-niedziela 4-5 lipca 2015
Druga rzecz, która decyduje o naszym życiu, może najcenniejsza to pasja. Człowiek bez pasji nie żyje. Chodzi o jakiś zachwyt światem, drugim człowiekiem. I trzecia rzecz to sens. Każde działanie wymaga poczucia sensu. Jeśli jestem sprzątaczem, a będę myślał, że powinienem być profesorem, to tracę sens. Bo jako sprzątacz mam wysprzątać jak najlepiej, dzięki temu może jutro będę robił coś innego.
(..) Ale drogę od małego wytyczałem sobie sam, choć przy pomocy innych oczywiście. Najważniejsi moi mistrzowie to poznani w młodości Różewicz i Konrad Swinarski. Szacunku czy może raczej pozytywnego stosunku do siebie nabrałem, gdy miałem 14 lat. Byłem w wojsku i, proszę pani, zrozumiałem, że jestem sam. I że muszę żyć. Od tamtej pory nigdy od nikogo niczego nie oczekiwałem.
- Ale zanim pan do tego doszedł miał pan dwie próby samobójcze.
- To była jakaś czarna dziura. Miałem 13 lat, ojciec umarł, w matce nie maiłem oparcia. W domu bieda, matka bezradna, nigdy wcześniej nie pracowała. Przez ocenę z zachowania nie przyjęli mnie do liceum, to był cios poniżający. Takiego stanu już nigdy potem nie przeżyłem. Położyłem się na torach przy dworcu w Gliwicach ale pociąg przejechał po torach obok. No to chciałem się powiesić na słupie, spłoszył mnie kolejarz. Pan Bóg widocznie chciał żebym żył. Dzisiaj jestem wyrozumiały dla młodych ludzi, wiem, co to znaczy, kiedy człowiek się konstruuje, jaki to trudny proces.
- I wojsko zrobiło z pana człowieka?
- Do wojska poszedłem po tych próbach, mając 13 lat. Po dwóch latach wyszedłem jako 45-letni mężczyzna. Zrozumiałem, że jestem mocny. Decyzję zerwania z wojskiem podjąłem sam. To największy prezent jaki dostałem od losu, choć nikt takiego prezentu sobie nie życzy. Od tamtej pory w sytuacjach kryzysowych daję sobie radę. Nie boję się siebie, swojej słabości, dzięki czemu nie boję się innych.
(..) Łomnicki mówił, że człowiek musi siebie wymyślić. Ja to zapamiętałem ,ale minęły lata i pomyślałem, że nie wymyślić siebie ale odnaleźć siebie.
Człowiek nie tyle uczy się na błędach, ale zbiera blizny, które pomagają mu zrozumieć siebie i innych. W swojej pracy nad rolami czerpię z tego co przeżyłem. Nie uważam, że los mnie krzywdził, choć po śmierci ojca byłem głodny, nie miałem łyżew, rowerka, nie nie miałem. Ale za to matka od piątego roku życia zabierała mnie ze sobą do teatru. (..) Dzięki matce uwielbiam operę, moja ulubiona to "Rigoletto" . Mam słabość do błaznów a także do klaunów i ludzi cyrku.
Rodzice nie pasowali do siebie. Matka była energiczna a ojciec wyciszony. Chodził ze mną na spacery na dworzec w Gliwicach, kochałem kolej, kocham do dnia dzisiejszego. (..) Bardziej związany bylem z matką - na dobre i na złe. Była silniejsza niż ojciec. Ojciec najchętniej wziąłby wózeczek i wrócił piechotą do Lwowa. (.. ) Umarł w 1955, miał 64 lata. Młody był. Chciał popelnić samobójstwo ale nie zdążył.
(.. ) Dla mnie jest ważne, że coś ugotuję, poczytam książkę, posłucham muzyki, z kimś porozmawiam - z tego układam swój sens nawet jeśli czasem mam wątpliwości. Wiem, że nigdy nie zrozumiem świata i tego, po co jesteśmy, ale nie jesteśmy po nic.
(..) Jestem mały w mojej wierze. ale mam potrzebę Boga. Może jako wyznacznika czegoś, żeby nie zbłądzić. Nie wiem. (..) Trzeba próbować żyć pięknie. Nie spieszyć się (..)
Wojciech Pszoniak - aktor ur w 1942 r. we Lwowie
więcej - artykuł "I tak pani nie zdąży" w Gazeta Wyborcza sobota-niedziela 4-5 lipca 2015
poniedziałek, 12 października 2015
Francois Ozon - reż i scenarz franc - Dramaty rozgrywają się w naszych głowach
-Obsesyjnie wraca pan do tematu rodziny
- W świecie, w którym wszystko pędzi, ludzie potrzebują oparcia i poczucia ładu. Ale to często mrzonka. Nic nie degeneruje się równie łatwo jak rodzina.
(..) trzeba wyzwolić się spod kontroli ojców, matek i ciotek. Rodzina przytłacza. Jest źródłem większości naszych problemów.
- Ale przecież wychowywał się pan w spokojnym profesorskim domu.
- Dorastanie wśród licznego rodzeństwa zawsze jest trudne. A ja odkrywałem swój homoseksualizm , miałem poczucie odmienności. Zresztą myśli pan że wykształcenie chroni przed nietolerancją? Strachem przed bliskością, nieumiejętnością porozumienia się ? To dotyka wszystkich.
Telewizja dyktuje trendy i określa styl życia.
Emocje, uczucia, przeżycia nie przychodzą do nas z zewnątrz. Bunuel twierdził, że rzeczywistość trzeba kręcić jak sny i sny jak rzeczywistość. Dramaty rozgrywają się w naszych głowach.
Umiem schować się za bohaterami i widzowie nie zawsze dostrzegają, jak dużo wkładam w scenariusze siebie. Ale nie wierzę w kino, które nie obnaża niespełnień i bólu reżysera.
wiecej - artykuł "Rodzina jako źródło cierpień" w Wysokie Obcasy 8 czerwca 2013

Francois Ozon ur 1967 reż i scenarz franc , autor filmów: 8 kobiet. Basen, U niej w domu , 5 x 2
- W świecie, w którym wszystko pędzi, ludzie potrzebują oparcia i poczucia ładu. Ale to często mrzonka. Nic nie degeneruje się równie łatwo jak rodzina.
(..) trzeba wyzwolić się spod kontroli ojców, matek i ciotek. Rodzina przytłacza. Jest źródłem większości naszych problemów.
- Ale przecież wychowywał się pan w spokojnym profesorskim domu.
- Dorastanie wśród licznego rodzeństwa zawsze jest trudne. A ja odkrywałem swój homoseksualizm , miałem poczucie odmienności. Zresztą myśli pan że wykształcenie chroni przed nietolerancją? Strachem przed bliskością, nieumiejętnością porozumienia się ? To dotyka wszystkich.
Telewizja dyktuje trendy i określa styl życia.
Emocje, uczucia, przeżycia nie przychodzą do nas z zewnątrz. Bunuel twierdził, że rzeczywistość trzeba kręcić jak sny i sny jak rzeczywistość. Dramaty rozgrywają się w naszych głowach.
Umiem schować się za bohaterami i widzowie nie zawsze dostrzegają, jak dużo wkładam w scenariusze siebie. Ale nie wierzę w kino, które nie obnaża niespełnień i bólu reżysera.
wiecej - artykuł "Rodzina jako źródło cierpień" w Wysokie Obcasy 8 czerwca 2013
Francois Ozon ur 1967 reż i scenarz franc , autor filmów: 8 kobiet. Basen, U niej w domu , 5 x 2
Beata Jałocha - fizjoterapeutka - Staram się szukać chwil dla których warto żyć
To nieprawdopodobne, żebym przechodziła akurat w tej sekundzie, kiedy on postanowił odebrać sobie życie. Nie sekundę wcześniej ani później....
- Potrzebujesz nadać temu sens?
- Bardzo. Cały czas szukam w tym sensu. To musi przecież mieć głębszy sens. Tylko trzeba czasu, żeby się dowiedzieć.
- Wierzysz w Boga?
- Wierzę, zawsze wierzyłam. Czekam żeby pokazał mi sens.
Na początku przez dłuższy czas czułam obojętność. Właściwie nic nie czułam to było takie dziwne...
- Jakbyś zmroziła swoje uczucia, żeby nie cierpieć.
- Tak ... taki mechanizm obronny, że jak nie będę o tym myśleć i tego analizować, to będzie mi łatwiej...
Teraz mam świadomość, że po prostu są rzeczy na które nie mamy wpływu.
W codziennym życiu tak bardzo brakuje nam czasu, żeby się zastanowić, mieć jakąś głębszą refleksję. Pędzimy i czasem już nie wiemy gdzie i po co.
- Jak ty to robisz że się trzymasz, nie dajesz się złym myslom?
- Powtarzam sobie każdego dnia, że jeśli sama nie znajdę w sobie tyle siły, żeby codziennie walczyć, to nikt tego za mnie nie zrobi. Moja mama zawsze mi mówiła że mogę polegać tylko na sobie. Że są oczywiście ludzie , którzy mogą mi pomóc, ale tak naprawdę, gdzieś najgłębiej zostaję sama z problemem.
(..) staram się szukać chwil, dla których warto żyć.
więcej -artykuł "W filmie to byłoby niemożliwe" w Wysokie Obcasy 16 grudnia 2013
- Potrzebujesz nadać temu sens?
- Bardzo. Cały czas szukam w tym sensu. To musi przecież mieć głębszy sens. Tylko trzeba czasu, żeby się dowiedzieć.
- Wierzysz w Boga?
- Wierzę, zawsze wierzyłam. Czekam żeby pokazał mi sens.
Na początku przez dłuższy czas czułam obojętność. Właściwie nic nie czułam to było takie dziwne...
- Jakbyś zmroziła swoje uczucia, żeby nie cierpieć.
- Tak ... taki mechanizm obronny, że jak nie będę o tym myśleć i tego analizować, to będzie mi łatwiej...
Teraz mam świadomość, że po prostu są rzeczy na które nie mamy wpływu.
W codziennym życiu tak bardzo brakuje nam czasu, żeby się zastanowić, mieć jakąś głębszą refleksję. Pędzimy i czasem już nie wiemy gdzie i po co.
- Jak ty to robisz że się trzymasz, nie dajesz się złym myslom?
- Powtarzam sobie każdego dnia, że jeśli sama nie znajdę w sobie tyle siły, żeby codziennie walczyć, to nikt tego za mnie nie zrobi. Moja mama zawsze mi mówiła że mogę polegać tylko na sobie. Że są oczywiście ludzie , którzy mogą mi pomóc, ale tak naprawdę, gdzieś najgłębiej zostaję sama z problemem.
(..) staram się szukać chwil, dla których warto żyć.
więcej -artykuł "W filmie to byłoby niemożliwe" w Wysokie Obcasy 16 grudnia 2013
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)