niedziela, 18 października 2015

Wojciech Pszoniak - Wiem, że nigdy nie zrozumiem świata i tego, po co jesteśmy, ale nie jesteśmy po nic.

Uważam, że w życiu udaje się ludziom, u których dominuje udział własny (..) W życiu nie ma tak, że ktoś nam coś da. (...) Nikomu nie zazdroszczę. Jeśli się ścigam, to ze sobą. Do siebie mam pretensje, kiedy mi się coś nie udaje, a jeśli mi się udaje, to też dlatego, że mam w tym swój udział.

Druga rzecz, która decyduje o naszym życiu, może najcenniejsza to pasja. Człowiek bez pasji nie żyje. Chodzi o jakiś zachwyt światem, drugim człowiekiem. I trzecia rzecz to sens. Każde działanie wymaga poczucia sensu. Jeśli jestem sprzątaczem, a będę myślał, że powinienem być profesorem, to tracę sens. Bo jako sprzątacz mam wysprzątać jak najlepiej, dzięki temu może jutro będę robił coś innego.

(..) Ale drogę od małego wytyczałem sobie sam, choć przy pomocy innych oczywiście. Najważniejsi moi mistrzowie to poznani w młodości Różewicz i Konrad Swinarski. Szacunku czy może raczej pozytywnego stosunku do siebie nabrałem, gdy miałem 14 lat. Byłem w wojsku i, proszę pani, zrozumiałem, że jestem sam. I że muszę żyć. Od tamtej pory nigdy od nikogo niczego nie oczekiwałem.

- Ale zanim pan do tego doszedł miał pan dwie próby samobójcze.
- To była jakaś czarna dziura. Miałem 13 lat, ojciec umarł, w matce nie maiłem oparcia. W domu bieda, matka bezradna, nigdy wcześniej nie pracowała. Przez ocenę z zachowania nie przyjęli mnie do liceum, to był cios poniżający. Takiego stanu już nigdy potem nie przeżyłem. Położyłem się na torach przy dworcu w Gliwicach ale pociąg przejechał po torach obok. No to chciałem się powiesić na słupie, spłoszył mnie kolejarz. Pan Bóg widocznie chciał żebym żył. Dzisiaj jestem wyrozumiały dla młodych ludzi, wiem, co to znaczy, kiedy człowiek się konstruuje, jaki to trudny proces.

- I wojsko zrobiło z pana człowieka?
- Do wojska poszedłem po tych próbach, mając 13 lat. Po dwóch latach wyszedłem jako 45-letni mężczyzna. Zrozumiałem, że jestem mocny. Decyzję zerwania z wojskiem podjąłem sam. To największy prezent jaki dostałem od losu, choć nikt takiego prezentu sobie nie życzy. Od tamtej pory w sytuacjach kryzysowych daję sobie radę. Nie boję się siebie, swojej słabości, dzięki czemu nie boję się innych.

(..) Łomnicki mówił, że człowiek musi siebie wymyślić. Ja to zapamiętałem ,ale minęły lata  i pomyślałem, że nie wymyślić siebie ale odnaleźć siebie.
Człowiek nie tyle uczy się na błędach, ale zbiera blizny, które pomagają mu zrozumieć siebie i innych. W swojej pracy nad rolami czerpię z tego co przeżyłem. Nie uważam, że los mnie krzywdził, choć po śmierci ojca byłem głodny, nie miałem łyżew, rowerka, nie nie miałem. Ale za to matka od piątego roku życia zabierała mnie ze sobą do teatru. (..) Dzięki matce uwielbiam operę, moja ulubiona to "Rigoletto" . Mam słabość do błaznów a także do klaunów i ludzi cyrku.

Rodzice nie pasowali do siebie. Matka była energiczna a ojciec wyciszony. Chodził ze mną na spacery na dworzec w Gliwicach, kochałem kolej, kocham do dnia dzisiejszego. (..) Bardziej związany bylem z matką - na dobre i na złe. Była silniejsza niż ojciec. Ojciec najchętniej wziąłby wózeczek i wrócił piechotą do Lwowa. (.. ) Umarł w 1955, miał 64 lata. Młody był. Chciał popelnić samobójstwo ale nie zdążył.

(.. ) Dla mnie jest ważne, że coś ugotuję, poczytam książkę, posłucham muzyki, z kimś porozmawiam - z tego układam swój sens nawet jeśli czasem mam wątpliwości. Wiem, że nigdy nie zrozumiem świata i tego, po co jesteśmy, ale nie jesteśmy po nic.
(..) Jestem mały w mojej wierze. ale mam potrzebę Boga. Może jako wyznacznika czegoś, żeby nie zbłądzić. Nie wiem. (..) Trzeba próbować żyć pięknie. Nie spieszyć się (..)

Wojciech Pszoniak - aktor ur w 1942 r. we Lwowie

   w filmie "Mniejsze zło"


więcej - artykuł  "I tak pani nie zdąży" w Gazeta Wyborcza sobota-niedziela 4-5 lipca 2015

poniedziałek, 12 października 2015

Francois Ozon - reż i scenarz franc - Dramaty rozgrywają się w naszych głowach

-Obsesyjnie wraca pan do tematu rodziny
- W świecie, w którym wszystko pędzi, ludzie potrzebują oparcia i poczucia ładu. Ale to często mrzonka. Nic nie degeneruje się równie łatwo jak rodzina.

(..) trzeba wyzwolić się spod kontroli ojców, matek i ciotek. Rodzina przytłacza. Jest źródłem większości naszych problemów.

- Ale przecież wychowywał się pan w spokojnym profesorskim domu.
- Dorastanie wśród licznego rodzeństwa zawsze jest trudne. A ja odkrywałem swój homoseksualizm , miałem poczucie odmienności. Zresztą myśli pan że wykształcenie chroni przed nietolerancją? Strachem przed bliskością, nieumiejętnością porozumienia się ? To dotyka wszystkich.

Telewizja dyktuje trendy i określa styl życia.

Emocje, uczucia, przeżycia nie przychodzą do nas z zewnątrz. Bunuel twierdził, że rzeczywistość trzeba kręcić jak sny i sny jak rzeczywistość. Dramaty rozgrywają się w naszych głowach.

Umiem schować się za bohaterami i widzowie nie zawsze dostrzegają, jak dużo wkładam w scenariusze siebie. Ale nie wierzę w kino, które nie obnaża  niespełnień i bólu reżysera.

wiecej - artykuł "Rodzina jako źródło cierpień" w Wysokie Obcasy 8 czerwca 2013



Francois Ozon ur 1967  reż i scenarz franc , autor filmów: 8 kobiet. Basen, U niej w domu , 5 x 2

Beata Jałocha - fizjoterapeutka - Staram się szukać chwil dla których warto żyć

To nieprawdopodobne, żebym przechodziła akurat w tej sekundzie, kiedy on postanowił odebrać sobie życie. Nie sekundę wcześniej ani później....

- Potrzebujesz nadać temu sens?
- Bardzo. Cały czas szukam w tym sensu. To musi przecież mieć głębszy sens. Tylko trzeba czasu, żeby się dowiedzieć.
- Wierzysz w Boga?
- Wierzę, zawsze wierzyłam. Czekam żeby pokazał mi sens.

Na początku przez dłuższy czas czułam obojętność. Właściwie nic nie czułam to było takie dziwne...
- Jakbyś zmroziła swoje uczucia, żeby nie cierpieć.
- Tak ... taki mechanizm obronny, że jak nie będę o tym myśleć i tego analizować, to będzie mi łatwiej...

Teraz mam świadomość, że po prostu są rzeczy na które nie mamy wpływu.

W codziennym życiu tak  bardzo brakuje nam czasu, żeby się zastanowić, mieć jakąś głębszą refleksję. Pędzimy i czasem już nie wiemy gdzie i po co.

- Jak ty to robisz że się trzymasz, nie dajesz się złym myslom?
- Powtarzam sobie każdego dnia, że jeśli sama nie znajdę w sobie tyle siły, żeby codziennie walczyć, to nikt tego za mnie nie zrobi. Moja mama zawsze mi mówiła że mogę polegać tylko na sobie. Że są oczywiście ludzie , którzy mogą mi pomóc, ale tak naprawdę, gdzieś najgłębiej zostaję sama z problemem.

(..) staram się szukać chwil, dla których warto żyć.

więcej -artykuł  "W filmie to byłoby niemożliwe" w Wysokie Obcasy  16 grudnia 2013

niedziela, 11 października 2015

Ania Dąbrowska - wokalistka - To działo się tylko w mojej głowie.

Spędziłam dzieciństwo z moją siostrą , która jest starsza ode mnie o półtorej roku, więc zajmowałyśmy  się sobą nawzajem. U mnie w domu nie było przysłowiowego wchodzenia rodzicom na głowę. Było za to szereg zasad, zakazów, nakazów, których przestrzegałyśmy. Panowała dość duża dyscyplina (..)

- Ta dyscyplina ci potem w życiu uwierała?
(..) Byłam szczególnie wyczulona na wszelkie formy kontroli i przejmowania władzy nade mną. Myślę, że gdzieś w głębi duszy walczyłam z tym poczuciem dyscypliny i uległości wobec innych. Za wszelką cenę starałam się być autonomiczna i nie zależna, ale  myślę, że przez tę szarpaninę, długo nie miałam poczucia, że sama podejmuję decyzje, że robię coś z własnej woli i dla siebie. Wszędzie dostrzegałam przejawy kontroli i ingerencji w moje życie. Teraz widzę, że to działo się tylko w mojej głowie.

W tym co się robi, trzeba być szczerym. Nie należy ścigać się ze światem i próbować naśladować innych, tylko poszukać siebie w sobie. Prawda to klucz do sukcesu.

więcej - wywiad w Viva

Beata Pawlikowska - Koniec z czekaniem na księcia

-Myślisz, że ludzie nie wiedzą o tym, że aby lubić życie , trzeba najpierw polubić siebie? To banał.
-Pozorny. W naszej cywilizacji człowiek jest uczony tego, żeby szybko i byle jak wypełnić swoje obowiązki i zaspokoić szefa. Dzieci w szkole uczą się jak oszukiwać podczas egzaminów. Czy ktoś powiedział ci kiedyś, co trzeba zrobić, żeby być sobą? Jak odzyskać poczucie własnej wartości? Nie czuć się gorszym od innych? Nie mieć przymusu żebrania o akceptację? Ja właśnie o tym pisze.

(..) Kiedyś uciekałam, bo szukałam sensu siebie w innych ludziach, w alkoholu, czy narkotykach. Aż nagle dokonałam zdumiewającego odkrycia - mój sens jest we mnie i tylko tam należy go szukać. I kiedy go znalazłam przestałam uciekać. Zaczęłam być sobą

(..) może dlatego napisałam te wszystkie książki o życiu, w których przyznałam się do anoreksji, próby samobójczej i gwałtu. Bo to nieważne że było ciężko. To mnie już nie boli. Najważniejsze jest to, że można się wyleczyć, można w siebie uwierzyć, odnaleźć poczucie własnej wartości i żyć mądrze.

(..) to ja jestem odpowiedzialna za wszystko, co się dzieje w moim życiu. To ja muszę zadbać o siebie. Ja muszę zatroszczyć się o to abym była szczęśliwa. Koniec z czekaniem na księcia!

Lubiąc siebie stajesz się życzliwy dla innych a oni zawsze odpłacają tym samym.



więcej - wywiad w Viva

Patrice Chereau - reż franc - Czułem się jakbym był z innej planety

-W swoich filmach opowiada pan o związkach, w których ludzie dotkliwie się ranią wzajemnie. Dlaczego tak się dzieje?
- Jest wiele powodów. Należałoby postawić pytanie dlaczego ludzie decydują się na to by być ze sobą (...) przetwarzam w filmach wątki z mojego własnego życia.

"Zagubieni w miłości"
Jeśli głównym powodem łączenia się w pary jest ucieczka przed samotnością, potrzeba dowartościowania się  albo nierealne oczekiwania wobec partner w sferze emocjonalnej lub przekonanie, że można kimś zawładnąć, wychować go, to prędzej czy później tak sytuacja stanie się źródłem konfliktów i cierpienia. Co nie znaczy, że ludzie się rozstaną. Często właśnie takie toksyczne związki są trwałe.
Mimo, że namiętność już dawno w nim wygasła, ludzie znajdują perwersyjną przyjemność we wzajemnym dręczeniu się, manipulacji, szantażu emocjonalnym, niszczeniu.Co więcej, nie dość, że w tym trwają, to stają się od siebie coraz bardziej uzależnieni, a jeśli już się rozstają, to w kolejnych związkach  popełniają z reguły te same błędy.

"Mężczyzna zraniony"
(..) mój bohater tak jak ja ze zdwojoną siłą odczuwał wtedy swoją samotność i wyobcowanie. Nie miałem przyjaciół, nie należałem do żadnej paczki, nie interesowała mnie piłka nożna ani podryw dziewcząt. Czułem się jakbym był z innej planety.

"Jego brat"
(..) ja z moim starszym bratem nie utrzymuję kontaktów, odkąd dowiedział się, że jestem homoseksualistą. To mój brat zerwał kontakty, nie rozmawia ani ze mną ani z tymi których kocham.(...) to smutne, że tak się stało, ale nic na to nie poradzę, że całe niemal życie nie byłem przez niego akceptowany. (..) to nie jest rzecz o śmierci, ale raczej o pojednaniu w jej cieniu, o odzyskaniu spokoju, z którym łatwiej odchodzić.(..) bo w końcu tylko stosunki z drugim człowiekiem są jedynym ratunkiem we współczesnym świecie.

"Intymność"
(..) bo wbrew stereotypom język, mowa wcale do siebie ludzie nie zbliża, pozwala raczej im się ukrywać poza słowami, oddala ich od siebie. To ciało i jego reakcje są bardziej wiarygodne i szczere. (..) seks stwarza więź między partnerami, nie da się go odseparować od emocji i uczuć (..) Fizyczność moich bohaterów, ich kruchość i bezbronność jest takim krzykiem protestu wobec fali eksploatacji ciała.

więcej - artykuł "Nieustające poczucie winy" w Wysokie Obcasy 26 czerwca 2010



Patrice Chereau (1944- 2013)





sobota, 10 października 2015

Ana Maria Matute - hiszp pisarka - Ale najcudowniejszy uniwersytet to samo życie

Dzieciństwo to aspekt człowieczeństwa, który mnie fascynuje, bo można w nim znaleźć wszystko. Naznacza nas na zawsze. Ludzie mówią, że go nie pamiętają, ale znaczy to, że wywarło na nich tak wielki wpływ, że wolą zmazać tablicę do czysta.Potem kiedy dorastamy każdy wybiera swoją drogę. Albo nie swoją, co się często w życiu zdarza.

(...) Mam mentalność dziecka. (..)

- Nie studiowała pani?
- Dziewczynki z dobrych domów nie szły na studia. To była sprawa dla chłopaków i dziwaków. Miałam jednak szczęście spotkać w życiu wspaniałych ludzi, od których wiele się nauczyłam. Jakiś czas temu zostałam doctorem honoris causa Uniwersytetu w Barcelonie. (..) Ale najcudowniejszy uniwersytet  to samo życie. To wielki banał, ale i wielka prawda. Cierpieć i mylić się jest bardzo zdrowo. Tylko wtedy możesz się czegoś nauczyć.

- Jak rodzice patrzyli na pani styl życia?
- Z jednej strony matka ciągle mnie krytykowała. W niektórych sprawach czułam jednak jej wsparcie,chociaż tego otwarcie nie mówiła. Zrozumiałam to  jednak w pełni wiele lat później. Człowiek to coś najbardziej nieprzewidywalnego i  tajemniczego na świecie.

Kiedy byłam młoda, najgorszymi wrogami kobiet były inne kobiety. Oczywiście nie wszystkie, bo miałam kilka cudownych przyjaciółek, ale wiele z nich zarówno burżujki, jak i robotnice, miało ten sam poddańczy stosunek wobec mężczyzn. Ja zawsze byłam niezależna.

-W ciągu ostatnich czterech dekad Hiszpania zmieniła się jednak nie do poznania, także jeśli chodzi o prawa kobiet.
- Oczywiście, chociaż wciąż jest u nas wielu maczystów. Z jednej strony nie lubię temperamentu hiszpańskiego, wyniosłego i próżnego. Politycy, których interesuje tylko własna korzyść albo partia,  a nie dobro kraju, to też jest bardzo hiszpańskie.  Z drugiej zaś strony to bardzo szczodry i wielkoduszny naród. Choć bardzo okrutny. Widziałam to w czasie wojny domowej po obu stronach.

-Pod koniec lat 50 odzyskała pani syna
- A później poznałam drugiego męża. Życie się zmieniło.
- A jednak w tym najszczęśliwszym okresie życia dopadła panią depresja.
- to była jedna z najgorszych depresji, bo teoretycznie nie było do niej powodu. Byłam przeszczęśliwa. Z odzyskanym synem, zakochana. Mimo to pogrążyłam się totalnie.Do tego stopnia, ze na 18 lat przestałam pisać. Nie miałam ochoty żyć. Psychiatra, któremu wreszcie udało się mnie wyleczyć, powiedział, że życie zawsze wystawia rachunek. Cała moja wcześniejsza walka i cierpienie musiały któregoś dnia znaleźć ujście. Nie rozpamiętuję tego okresu. Wolę pamiętać o dobrych rzeczach. Złe wspomnienia, a mam ich pełne kufry, wolę trzymać zamknięte na strychu. Choć ile się można nauczyć z takiego doświadczenia. Ja bardzo nauczyłam się cenić wszystkie dobre rzeczy. Niby błahe, niby pozbawione znaczenia, a tak naprawdę bardzo ważne.

(..) prawdę mówiąc szczęście niespecjalnie czegokolwiek uczy, raczej usypia. A ból cię otwiera. Jest jak reflektor, który oświetla to, co wcześniej pozostawało w cieniu. Ale nieszczęściu trzeba się przeciwstawić. Mnie życie wiele razy wystawiało na próbę. Ale poddać się i umrzeć cicho w kąciku? Nigdy. Raczej musieliby mnie zatłuc kijami, bo sama nie skapituluję.

Zawsze kochałam życie i literaturę. Nie tylko pisanie, ale także czytanie.

Będę się uczyć dopóki nie umrę. Bo człowiek to tajemnica, o której nie wiemy prawie nic. Mamy tylko jakieś ogólne pojęcie, przypuszczenia. Ale nigdy nie znasz nikogo naprawdę. Nigdy. Nawet siebie samej. Żyjemy po omacku.

więcej - artykuł "Ta sama bestia" w Wysokie Obcasy 2 lutego 2013



Ana Maria Matute (1925-2014) - hiszp prozaik, teoretyk i krytyk literacki, pisała zarówno dla dorosłych jak i dla dzieci.




Jerzy Kulej - bokser, dwukrotny zloty medalista - Zawaliło mi się wtedy wszystko

Stoczył Pan 348 walk , 317 wygranych, sześć zremisowanych i  tylko 25 przegranych. Czy łatwiej walczyć na ringu czy w życiu?
-  Wie pan, na ringu obowiązują jednak pewne przepisy i reguły, a w życiu jest wolnoamerykanka.
Raz był taki moment , pod koniec lat 70. Zdradzaliśmy się nawzajem z moją pierwszą żoną. Wie pani Ciechocinek ,obozy sportowe, wokół pełno pięknych dziewczyn. Byliśmy młodzi, ulegaliśmy namiętnościom, bywa. I tego się nie uniknie. No i taki jeden, mój ówczesny przyjaciel, poderwał mi żonę. Ja też nie stroniłem od mężatek ale nie byłem w stanie sobie poradzić z tym, że zdradziła mnie moja własna żona! Zawaliło mi się wtedy wszystko. Pamiętam jakby to było dziś - szedłem  Krakowskim Przedmieściem i zaczęło mnie bardzo boleć serce, pierwszy raz w życiu. Myślałem, że się przewrócę i umrę. Oparłem się o drzewo i przysiągłem sobie, że jeśli przeżyję, to nigdy w życiu nie dopuszczę, żeby mnie z takiego powodu serce bolało.

- I znalazł pan sposób?
Wszedłem do pobliskiego baru i piłem przez trzy miesiące. Nie wiedziałem, czy jest dzień, czy noc, czy poniedziałek, czy sobota. Przepuściłem wszystkie pieniądze. Wtedy pomyślałem: "Cholera , trzeba z tym skończyć, bo wstyd". Po tym alkoholu pojawiły się myśli samobójcze. Wylądowałem na balkonie, na dziewiątym piętrze mojego mieszkania. Pomyślałem, że wejdę na balkon, zawinę sobie linkę  od anteny na rękę i skoczę z tego dziewiątego pietra. Nie chciałem się przyznać do tego, że jestem tak słaby, że nie mogę dalej żyć i chcę się zabić.

więcej - artykuł "Strzeliłem w życiową dziesiątkę" w Wysokie Obcasy  23 października 2010



Jerzy Kulej (1940-2012)

Olga Lipińska - reżyserka, scenarzystka, satyryczka - Moja mama patrzyła na mnie z dezaprobatą.

Jeżeli byłam w życiu od czegoś uzależniona , to od pracy. Praca dawała mi pewność siebie. Jestem skrajnie niepewna od zawsze.

- A skąd to?
- Moja mama patrzyła na mnie z dezaprobatą. "Nie popisuj się" - powtarzała.
Zapamiętałam ją leżącą na sofie z książką. Wchodziłam, chciałam z nią pobyć I często słyszałam: "Wyjdź"
- Okropne
- Niby dlaczego? Nie byłam słodkim dzieckiem. Robiłam jej na złość, żeby zwrócić na siebie uwagę. Raz prawie wybiłam sobie oko.
- Ale przecież nie zrobiła pani tego specjalnie!
- To w takim razie  dlaczego moja siostra nie miała takich przygód? Była grzeczna, łagodna i zawsze śliczna. Tylko mną mama była udręczona. Klemens Szaniawski kiedyś mi opowiadał, że jak złamał nogę to ojciec mu powiedział: "Musiałeś mi to zrobić, tak?" Moja mama też uważała, że wszystko, co robię to jej na złość. I jak dziś o tym myśle to chyba miała rację. Kiedyś podsłuchałam rozmowę mamy i babci. To był ostatni raz w życiu, kiedy podsłuchiwałam: " Co ja mam zrobić z taką pokraką? Nie dość , że ma krzywe zęby i stawia nogi do siebie, to jeszcze bez przerwy choruje". Babcia na to: " Za to jest bystra, z brzydoty może wyrośnie".

- Po co był ten kabaret?
- Chciałam pokazać pryszcze na przecudnym obliczu Narodu. Pokazać ułana z dziewicą przy szambie. I pokazać to co nas gubi.
- A co nas gubi?
- Brak racjonalnego myślenia.  Nie mogę przeboleć, że się dzieci wychowuje na idiotycznych mitach. Na "Trylogii" . "Nic to!"  - krzyknął Wołodyjowski i zginął. Wychowuje się, że najszczytniejszą sprawą jest umrzeć za ojczyznę. Pomnik Małego Powstańca to hańba. Co to jest? Przecież życie - Zycie jest najważniejsze.

Piotr był moim najlepszym wyborem życiowym. I nie tylko dlatego, że wyciągał mnie spod szafy z najgorszych dołów psychicznych.

- Piotr lubił kabaret Olgi Lipińskiej?
- Tak, ale krytycznie.
- A mama?
- Nie. Nigdy nie chwaliła. "Dlaczego inni robią take piękne programy a ty się wygłupiasz?"Wykłócali się z Piotrem , bo on uważał, że mama wpędza mnie w kompleksy od dziecka.

Trzeba być przyzwoitym za wszelką cenę, bo ostatecznie tylko to się liczy.
- Ale co znaczy być przyzwoitym?
- Mieć w sobie uwagę na innych ludzi. Rozumieć ich i współczuć.

- Dlaczego nie macie z Piotrem dzieci?
- Popełniłabym te same błędy co mama. Wszystkie. Tak jak ona popełniła wszystkie błędy babci. To się ciągnie z pokolenia na pokolenie. Poza tym - albo praca,albo dzieci. Ja pracowałam na okrągło

więcej - artykuł "Gorsze dziecko" w Wysokie obcasy  23 lipca 2011



Olga Lipińska ur 1939




Jeannette Walls - amer dziennikarka i pisarka - Tajemnice są jak wampiry. Wysysają z ciebie życie

Jej rodzice są bezdomni. I przez większość dzieciństwa również Jeannette była bezdomna albo mieszkała w śmierdzących ruderach bez ogrzewania i ciepłej wody. Bywała tak głodna, że kradła dzieciom kanapki w szkole. Miała jedną pocerowaną sukienkę i wszy. Rodzice ją zaniedbywali. Ojciec był szalonym wynalazca, poszukiwaczem złota, a przede wszystkim alkoholikiem, każdą pracę tracił przez wódkę. Matka była malarką, samoukiem i zbieraczką wszelkiego śmiecia. Czasami pracowała jako nauczycielka ale wolała nie pracować. Odmawiała przyjęcia pomocy społecznej. Twierdziła, że to upokarzające. Uważała też , że ludzie za bardzo trzęsą się nad dziećmi. Oprócz Jeannette mieli jeszcze trójkę dzieci. Oboje byli wykształceni, inteligentni a jednak nie potrafili żyć normalnie.

Gdy Jeannette skończyła liceum, zrozumiała, że jeśli nie porzuci domu rodzinnego to zmarnuje sobie życie. Wyjechała do Nowego Jorku, zamieszkała z siostrą i zatrudniła się jako kelnerka w barze z hamburgerami oraz stażystka w gazecie. Zdała egzaminy na studia i dostała stypendium na czesne, a żeby dorobić, odbierała telefony w firmie na Wall Street.

Dziś Jeannette ma 52 lata. Mieszka z mężem, też pisarzem, an farmie w Wirginii, w pięknym dwustuletnim domu. Mają konie, charty i pieniądze. Od kilku lat nie pisze już plotek o gwiazdach. Pisze książki.

- Rodzice mnie zaniedbywali, ale uważam, że bardzo dużo też dostałam od swoich rodziców?
- Naprawdę?
- Ojciec  nauczył mnie marzyć. Zaraził mnie miłością do nauki, ciekawością świata.

Dzieci nie powinny głodować. Nie będę bronić swoich rodziców. Ale to nie było największe zaniedbanie na świecie. Gorzej jest kiedy czują się niekochane. My nigdy się tak nie czuliśmy. Rodzice uważali, że jesteśmy najwspanialszymi stworzeniami na świecie.

Często zadaję sobie pytanie, jak dalece jesteśmy odpowiedzialni za szczęście naszych rodziców. Lub szczęście naszych dzieci. Do kiedy ich wspierać? W którym momencie powinniśmy im powiedzieć: "Słonko musisz poradzić sobie z tym sama. Płyniesz albo toniesz"

Na ulicach amerykańskich miast jest mnóstwo mądrych , wykształconych, uzdolnionych ludzi, którzy wolą chodzić głodni i żebrać, niż iść do pracy. I każdy z nich ma swoją historię. Dlatego nie ma jednego sposobu rozwiązania problemu bezdomności. Trzeba rozwiązać problem, który do niego doprowadził.

Wstydziłam się tego kim byłam w dzieciństwie. Już w Welch nie przyznawałam się koleżankom gdzie mieszkamy, bo gdy tylko dzieci dowiadywały się, że mieszkam w ruderze, przychodziły rzucać kamieniami w dom i wyzywały nas od śmieci.

Pewien mój przyjaciel powiedział mi kiedys: " Tajemnice są jak wampiry. Wysysają z ciebie życie, ale mogą żyć tylko w ciemności. Kiedy wystawisz je na światło dzienne, przez moment to horror, ale potem tracą swoją moc". Święta prawda! Nie głód. I nie zimno. Największym problemem biednych jest wstyd. I ja za naszą rodzinę się wstydziłam.

więcej - artykuł "Mój wstyd" w Wysokie Obcasy 23 marca 2013



Jeannette Walls - ur 1960, autorka książek "Szklany zamek" i "Nieokiełznane"


Terence Davies - bryt reżyser - Czasami wygrywam bitwy ale w wojnie jestem skazany na porażkę

Mój ojciec tyran umarł, gdy byłem bardzo mały. Od tamtej chwili zaczęliśmy z trudnej rzeczywistości wyrywać trochę szczęścia. Szkołę gimnazjalną wspominam jako piekło, bo koledzy codziennie się na mnie wyżywali, ale podstawówka była cudowna. W wieku 22 lat odkryłem, że religia jest kłamstwem zniewalającym ludzi.

- (..) mówi pan tak, jakby bieda nie miała znaczenia. Jakby pana dzieciństwo było idylla?
- Owszem, bywało ciężko, ale wszystkim jednakowo. Gdy obcuje się z biedą na co dzień, nie myśli się o niej. Ona staje się normą. Dlatego w tej przeżartej przez nędzę okolicy panował raj na ziemi.

Każde społeczeństwo ma swoje dobre i złe strony. Dzisiaj można robić wszystko, na co ma się ochotę. Ale kosztem wolności jest duchowe piekło, samotność, izolacja.

Nigdy nie czułem się silny. Pod żadnym względem. Potwornie boje się świata i tego co przyniesie kolejny dzień. Wspomnienia  z dzieciństwa napawają mnie głównie melancholią. Cała moja dorosłość jest walką o to, by się nie wypalić. Czasami wygrywam bitwy ale w wojnie jestem skazany na porażkę.

Staram się nie być okrutny ale nigdy nie kłamię

- Zawsze pan podkreśla pan, że pana dzieciństwo skończyło się w chwili, gdy odkrył pan swój homoseksualizm
- To było okropne odkrycie, które zrujnowało mi życie. Dosłownie. Nie znoszę tej części mnie, ona jest jak drzazga w sercu. Dlatego żyję w celibacie.

więcej - artykuł "Najpiękniejsze zrujnowane życie" w Wysokie Obcasy 10 stycznia 2009



Terence Davies ur 1945


piątek, 9 października 2015

Eve Ensler - pisarka, feministka - Nie można samemu sprzeciwić się despocie

Kiedy kobieta jest wykorzystywana, bita, jej ciało staje się krajobrazem terroru. Jedynym sposobem jest opuszczenie ciała, które stało się źródłem cierpienia. Co trzecia kobieta na Ziemi jest ofiarą przemocy. Żyją  w oderwaniu od ciała, od tego , co ono czuje, od instynktów. Ja też w dzieciństwie jakbym straciła mapę i radar- to właśnie dlatego przez wiele lat  byłam zagubiona. (..) Przemoc spotkała mnie ze strony człowieka, którego kochałam najbardziej na całym świecie - ojca.

Bardzo wiele co mi robił wymazałam z pamięci. Ale mam przebłyski. Od moich najmłodszych lat ojciec przekraczał granice mojej intymności, ale był jednocześnie  w stosunku do mnie  czuły, kochałam go więc nad życie. Gdy miałam koło dziesięciu lat i zaczęłam wyczuwać, że coś w jego zachowaniu jest nie tak, ojciec jakby się zawstydził i odwrócił się ode mnie.Stał się w stosunku do mnie agresywny. To odtrącenie było tym straszniejsze, że wcześniej tak mnie adorował. Przez lata, do 16-tego roku życia, kiedy wyprowadziłam się z domu, byłam ofiarą jego przemocy. (...) Ta przemoc stała się moją codziennością czymś zwykłym.

Wyrosłam na zwichniętą dziewczynę, która nie umiała się do nikogo przywiązać, bo nie poznała w domu, co to więź - ani z matką, ani z ojcem. Miałam niską samoocenę, zawsze czułam się winna.

-Matka nie chroniła pani (..)
-Wiele lat przepracowywałam swój gniew w stosunku do niej za to, że nie tylko mnie nie broniła, lecz także prowokowała przemoc. Ale nie lubię obwiniać kobiet, bo są wplątane w patriarchalną pułapkę. Moja matka pochodziła z bardzo ubogiej rodziny. Małżeństwo z ojcem było jej ucieczką przed ubóstwem. Już nigdy nie chciała głodować. Co miała zrobić, uciec z trójką dzieci, dokąd?
Nie chcę jej bronić, ale wybaczyłam jej to. Jednak myślę, że najgłębsza rana, którą nosiłam przez lata, to ta, że nigdy nie czułam, iż matka mnie obroni. Myślę, że to poczucie dla wielu wykorzystywanych kobiet na świecie jest najgorsze - że nikt się za mną nie ujmie.

Nie można samemu sprzeciwić się despocie. Wiem, co mówię. Mam to doświadczenie z dzieciństwa. Nie dasz rady postawić się ciemiężcy, jeśli nikt za tobą nie stanie. Zniszczy cię , zabije, poniży. Jeśli chcesz się sprzeciwić opresji znajdź ludzi, którzy cię wesprą.

więcej - artykuł "Miałam tylko głowę" w Wysokie Obcasy  4 kwietnia 2015



Eve Ensler ur 1953

Siergiej Łoźnica - rosyjski dokumentalista i reżyser - Dopiero spadając człowiek odkrywa, kim naprawdę jest.

- "Szczęście ty moje" to wstrząsający obraz Rosji. Pokazuje pan kraj wypalony, wyjałowiony, wycieńczony przez historię.
- To mój sprzeciw, moja prywatna walka ze zwierzęceniem człowieka

Dwieście lat temu to wieś wyznaczała  rytm życia i kulturę Rosji. Dopiero lata komunizmu to zniszczyły. Odebrały ludziom poczucie naturalności otaczającego ich świata, pozbawiły wszystkiego, w co wierzyli. Zamienili kraj w cmentarzysko religii i wartości. A siła inercji tego procesu trwa do dziś.

Rodzice mówili, że nie trzeba wykrzykiwać rzeczy, o których wszyscy wiedzą. I żyliśmy w tej schizofrenii. Myśląc swoje ale kompletnie nie wierząc w jakąkolwiek zmianę.

Miałem dobrze płatną pracę i niezłą pozycję w instytucie. Wiedziałem jednak, że to nie dla mnie i czegoś mi brakuje. Zrezygnowałem ze wszystkiego co osiągnąłem.To tak jakby skoczyć w przepaść. Dopiero spadając człowiek odkrywa, kim naprawdę jest. Zdałem sobie sprawę ze swojej potrzeby konfrontowania się z innymi.20 lat temu nie wyobrażałem sobie, że mógłbym podejść do kogoś na ulicy i z nim rozmawiać. Odgrodziłem się od świata skorupą, a kiedy postanowiłem ją rozbić, odkryłem dla siebie kino.

Na zachodzie wszyscy niosą w sobie demokratyczną wiarę w równość i szacunek dla innych. W Rosji zaś człowiek waży tyle, ile  jego medale i złoto. Jeśli nie zmienimy takiego myślenia , nie pozbędziemy się odium naszej historii.

Wszystko co dobre, przeżywa się do dziesiątego roku życia, a reszta jest już bezsensownym trwaniem.

więcej w artykule "Drzazga" w Wysokie obcasy" 22 października 2011

Znalezione obrazy dla zapytania Siergiej Łożnica

Siergiej Łożnica ur 1964


Rachel Cusk - ur 1967 bryt. pisarka - Miałam tylko negatywne doświadczenia, antywiedzę.

Pochodzę z dużej katolickiej rodziny. Moja matka zawsze była naszym autorytetem. Była bardzo dominująca bałam się jej. I myślę, że jeśli ma się taką matkę, to po pierwsze bardzo długo samemu pozostaje się dzieckiem, a po drugie poczucie własnej wartości jest kruche i bardzo trudno jest je odbudować samemu.

- Matki pani nie wspierała?
- Była gospodynią domową ze wszystkimi frustracjami i ograniczeniami, które wiążą się z tą rolą.
(...) Od kiedy pamiętam, w relacji z moją matką był element przemocy psychicznej. Wszystkie negatywne emocje przelała na mnie. Możliwe, że stałam się jej własną nienawiścią do siebie, jej własnym obrzydzeniem, jej ciemną stroną  (projekcja- przypis). Jako dziewczynka wszystko to odczuwałam, ale nie umiałam tego nazwać.

Kiedy urodziłam córki i przechodziłam z nimi przez kolejne etapy ich rozwoju, zaczęły z ogromną siłą wracać wspomnienia z mojego własnego dzieciństwa. Toksyczność mojej relacji z matką stała się jeszcze bardziej oczywista. I to było dla mnie bardzo trudne. Bo po pierwsze przeżywałam te wszystkie sytuacje jeszcze raz, a po drugie sama byłam ofiarą jako dziecko, więc moje dzieci również postrzegałam jak ofiary.

Chciałam, żeby moje dzieci dostały to wszystko czego ja nie dostałam od swojej matki. To mnie kosztowało bardzo dużo wysiłku, bo nie miałam żadnego źródła wiedzy, z którego mogłabym korzystać. Miałam tylko negatywne doświadczenia, antywiedzę. Wszystko musiałam stworzyć na nowo sama.

Jestem przyzwyczajona, że wiele rzeczy, które są proste dla innych, dla mnie okazują się  trudne.

Jako nastolatka nie umiałam się wystroić, nie umiałam czuć się piękna, poczuć się jak kobieta. W przeciwieństwie do koleżanek nie potrafiłam cieszyć się tą rodzącą się kobiecością. Nienawidziłam siebie, gardziłam sobą.

Praca. Ona jest w sumie najważniejsza w życiu.

więcej w artykule "Nie jestem z waszego plemenia" - Wysokie obcasy" 13 listopada 2010




Rachel Cusk ur 1967


Jenny Diski- brytyjska pisarka - Od tej pory tak radzę sobie z trudnymi emocjami. Odcinam się.

- Rodzice się rozstali gdy miałam sześć lat. Ojciec zebrał manatki i wyprowadził się do którejś z kochanek. Matka leżała na łóżku w spazmach, spojrzała na mnie błędnym wzrokiem i zapytała: "A ty kim jesteś?" Odpowiedziałam jej i spokojnie poszłam do sąsiadów, aby poinformować ich, że z moją matką dzieje się coś niepokojącego.
- Tak po prostu? Miała pan sześć lat?
- Ten spokój podobno mnie uratował. Tak powiedział mi później lekarz nazwał to dysocjacją, odłączeniem od rzeczywistości. Kiedy matka mnie odrzuciła, nie załamałam się. Po prostu się wyłączyłam. Od tej pory tak radzę sobie z trudnymi emocjami. Odcinam się.

Jako wyrzucona ze szkoły 14-latka pracowałam w kilku sklepach i mieszkałam z ojcem i jego narzeczoną. Kłóciliśmy się codziennie. Byłam tak zmęczona, że w końcu uciekłam do matki. Matka cały czas mi powtarzała, że ojciec jest zły, a ja jestem taka sama. Nie minęło trzy dni, a nie wytrzymałam tego psychicznie i przedawkowałam matki tabletki nasenne.

Szpital psychiatryczny wydawał mi się przyjaźniejszym środowiskiem niż moja rodzina. To wtedy zdiagnozowano u mnie depresję.

Miałam 16 lat i jedyne co chciałam robić to brać narkotyki. Zależało mi na tej pustce, która przychodziła kiedy narkotyk zaczynał działać. Na trzeźwo czułam się niekochana przez rodziców i samotna. Nie podobał mi się świat, w którym dorastałam.

Kiedy miałam 20 lat zdecydowałam że nie chcę być już wieczną pacjentką psychiatryczną, czułam, że zapominam kim jestem.To było trudne. Ale zmusiłam się. Rzuciłam narkotyki, zostałam tylko na prozacu, który biorę do dziś. Nie zmienia mnie w beztroskiego króliczka ale powstrzymuje przez upadaniem na dno, kiedy przestaję normalnie funkcjonować. Wciąż jestem mrukliwą, cierpiącą osobą. Miewam gorsze dni, ale już nie przytrafiają mi się takie jak kiedyś, kiedy miesiącami  siedziałam i patrzyłam w ścianę.
- Kiedy zaczęła pani pani pisać?
- Kiedy skończyłam 35 lat i Chloe poszła do szkoły. Ale marzenie o pisaniu było bardzo wczesne.

- I czuje się pani w końcu szczęśliwa?
- Nie. Nigdy nie marzyłam o tym, żeby być szczęśliwa. Nie sądzę, by mój organizm był do tego stworzony. Czasem sobie radzę lepiej, czasem gorzej. Ale na pewno jestem szczęściarą. Mam 66 lat i od 15 lat jestem w szczęśliwym związku.

więcej - wywiad z Jenny Diski w "Wysokie obcasy" 26 kwietnia 2014



Jenny Diski ur 1947



Mickey Rourke - amer aktor - Stworzyłem pancerz, który miał mnie chronić

Jako dziecko nie radziłem sobie z pewnymi sprawami. Wstydziłem się własnej bezsilności, zacząłem więc budować mur, zamykałem się w sobie. Stworzyłem pancerz, który miał mnie chronić. Ale zamiast chronić pogrążał mnie coraz bardziej. To co brałem za moją siłę, w rzeczywistości było moja słabością.

(..) nie chciałem grać w tym filmie bo temat alkoholizmu był dla mnie zbyt bolesny. Moi wujkowie, dziadkowie, pradziadkowie, mój ojciec - wszyscy sporo pili. Nie chciałem brać udziału w jakiejś pieprzonej gloryfikacji picia.



Mickey Rourke ur 1952