sobota, 10 października 2015

Ana Maria Matute - hiszp pisarka - Ale najcudowniejszy uniwersytet to samo życie

Dzieciństwo to aspekt człowieczeństwa, który mnie fascynuje, bo można w nim znaleźć wszystko. Naznacza nas na zawsze. Ludzie mówią, że go nie pamiętają, ale znaczy to, że wywarło na nich tak wielki wpływ, że wolą zmazać tablicę do czysta.Potem kiedy dorastamy każdy wybiera swoją drogę. Albo nie swoją, co się często w życiu zdarza.

(...) Mam mentalność dziecka. (..)

- Nie studiowała pani?
- Dziewczynki z dobrych domów nie szły na studia. To była sprawa dla chłopaków i dziwaków. Miałam jednak szczęście spotkać w życiu wspaniałych ludzi, od których wiele się nauczyłam. Jakiś czas temu zostałam doctorem honoris causa Uniwersytetu w Barcelonie. (..) Ale najcudowniejszy uniwersytet  to samo życie. To wielki banał, ale i wielka prawda. Cierpieć i mylić się jest bardzo zdrowo. Tylko wtedy możesz się czegoś nauczyć.

- Jak rodzice patrzyli na pani styl życia?
- Z jednej strony matka ciągle mnie krytykowała. W niektórych sprawach czułam jednak jej wsparcie,chociaż tego otwarcie nie mówiła. Zrozumiałam to  jednak w pełni wiele lat później. Człowiek to coś najbardziej nieprzewidywalnego i  tajemniczego na świecie.

Kiedy byłam młoda, najgorszymi wrogami kobiet były inne kobiety. Oczywiście nie wszystkie, bo miałam kilka cudownych przyjaciółek, ale wiele z nich zarówno burżujki, jak i robotnice, miało ten sam poddańczy stosunek wobec mężczyzn. Ja zawsze byłam niezależna.

-W ciągu ostatnich czterech dekad Hiszpania zmieniła się jednak nie do poznania, także jeśli chodzi o prawa kobiet.
- Oczywiście, chociaż wciąż jest u nas wielu maczystów. Z jednej strony nie lubię temperamentu hiszpańskiego, wyniosłego i próżnego. Politycy, których interesuje tylko własna korzyść albo partia,  a nie dobro kraju, to też jest bardzo hiszpańskie.  Z drugiej zaś strony to bardzo szczodry i wielkoduszny naród. Choć bardzo okrutny. Widziałam to w czasie wojny domowej po obu stronach.

-Pod koniec lat 50 odzyskała pani syna
- A później poznałam drugiego męża. Życie się zmieniło.
- A jednak w tym najszczęśliwszym okresie życia dopadła panią depresja.
- to była jedna z najgorszych depresji, bo teoretycznie nie było do niej powodu. Byłam przeszczęśliwa. Z odzyskanym synem, zakochana. Mimo to pogrążyłam się totalnie.Do tego stopnia, ze na 18 lat przestałam pisać. Nie miałam ochoty żyć. Psychiatra, któremu wreszcie udało się mnie wyleczyć, powiedział, że życie zawsze wystawia rachunek. Cała moja wcześniejsza walka i cierpienie musiały któregoś dnia znaleźć ujście. Nie rozpamiętuję tego okresu. Wolę pamiętać o dobrych rzeczach. Złe wspomnienia, a mam ich pełne kufry, wolę trzymać zamknięte na strychu. Choć ile się można nauczyć z takiego doświadczenia. Ja bardzo nauczyłam się cenić wszystkie dobre rzeczy. Niby błahe, niby pozbawione znaczenia, a tak naprawdę bardzo ważne.

(..) prawdę mówiąc szczęście niespecjalnie czegokolwiek uczy, raczej usypia. A ból cię otwiera. Jest jak reflektor, który oświetla to, co wcześniej pozostawało w cieniu. Ale nieszczęściu trzeba się przeciwstawić. Mnie życie wiele razy wystawiało na próbę. Ale poddać się i umrzeć cicho w kąciku? Nigdy. Raczej musieliby mnie zatłuc kijami, bo sama nie skapituluję.

Zawsze kochałam życie i literaturę. Nie tylko pisanie, ale także czytanie.

Będę się uczyć dopóki nie umrę. Bo człowiek to tajemnica, o której nie wiemy prawie nic. Mamy tylko jakieś ogólne pojęcie, przypuszczenia. Ale nigdy nie znasz nikogo naprawdę. Nigdy. Nawet siebie samej. Żyjemy po omacku.

więcej - artykuł "Ta sama bestia" w Wysokie Obcasy 2 lutego 2013



Ana Maria Matute (1925-2014) - hiszp prozaik, teoretyk i krytyk literacki, pisała zarówno dla dorosłych jak i dla dzieci.




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz