- Tak po prostu? Miała pan sześć lat?
- Ten spokój podobno mnie uratował. Tak powiedział mi później lekarz nazwał to dysocjacją, odłączeniem od rzeczywistości. Kiedy matka mnie odrzuciła, nie załamałam się. Po prostu się wyłączyłam. Od tej pory tak radzę sobie z trudnymi emocjami. Odcinam się.
Jako wyrzucona ze szkoły 14-latka pracowałam w kilku sklepach i mieszkałam z ojcem i jego narzeczoną. Kłóciliśmy się codziennie. Byłam tak zmęczona, że w końcu uciekłam do matki. Matka cały czas mi powtarzała, że ojciec jest zły, a ja jestem taka sama. Nie minęło trzy dni, a nie wytrzymałam tego psychicznie i przedawkowałam matki tabletki nasenne.
Szpital psychiatryczny wydawał mi się przyjaźniejszym środowiskiem niż moja rodzina. To wtedy zdiagnozowano u mnie depresję.
Miałam 16 lat i jedyne co chciałam robić to brać narkotyki. Zależało mi na tej pustce, która przychodziła kiedy narkotyk zaczynał działać. Na trzeźwo czułam się niekochana przez rodziców i samotna. Nie podobał mi się świat, w którym dorastałam.
Kiedy miałam 20 lat zdecydowałam że nie chcę być już wieczną pacjentką psychiatryczną, czułam, że zapominam kim jestem.To było trudne. Ale zmusiłam się. Rzuciłam narkotyki, zostałam tylko na prozacu, który biorę do dziś. Nie zmienia mnie w beztroskiego króliczka ale powstrzymuje przez upadaniem na dno, kiedy przestaję normalnie funkcjonować. Wciąż jestem mrukliwą, cierpiącą osobą. Miewam gorsze dni, ale już nie przytrafiają mi się takie jak kiedyś, kiedy miesiącami siedziałam i patrzyłam w ścianę.
- Kiedy zaczęła pani pani pisać?
- Kiedy skończyłam 35 lat i Chloe poszła do szkoły. Ale marzenie o pisaniu było bardzo wczesne.
- I czuje się pani w końcu szczęśliwa?
- Nie. Nigdy nie marzyłam o tym, żeby być szczęśliwa. Nie sądzę, by mój organizm był do tego stworzony. Czasem sobie radzę lepiej, czasem gorzej. Ale na pewno jestem szczęściarą. Mam 66 lat i od 15 lat jestem w szczęśliwym związku.
więcej - wywiad z Jenny Diski w "Wysokie obcasy" 26 kwietnia 2014
Jenny Diski ur 1947
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz