piątek, 9 października 2015

Jenny Diski- brytyjska pisarka - Od tej pory tak radzę sobie z trudnymi emocjami. Odcinam się.

- Rodzice się rozstali gdy miałam sześć lat. Ojciec zebrał manatki i wyprowadził się do którejś z kochanek. Matka leżała na łóżku w spazmach, spojrzała na mnie błędnym wzrokiem i zapytała: "A ty kim jesteś?" Odpowiedziałam jej i spokojnie poszłam do sąsiadów, aby poinformować ich, że z moją matką dzieje się coś niepokojącego.
- Tak po prostu? Miała pan sześć lat?
- Ten spokój podobno mnie uratował. Tak powiedział mi później lekarz nazwał to dysocjacją, odłączeniem od rzeczywistości. Kiedy matka mnie odrzuciła, nie załamałam się. Po prostu się wyłączyłam. Od tej pory tak radzę sobie z trudnymi emocjami. Odcinam się.

Jako wyrzucona ze szkoły 14-latka pracowałam w kilku sklepach i mieszkałam z ojcem i jego narzeczoną. Kłóciliśmy się codziennie. Byłam tak zmęczona, że w końcu uciekłam do matki. Matka cały czas mi powtarzała, że ojciec jest zły, a ja jestem taka sama. Nie minęło trzy dni, a nie wytrzymałam tego psychicznie i przedawkowałam matki tabletki nasenne.

Szpital psychiatryczny wydawał mi się przyjaźniejszym środowiskiem niż moja rodzina. To wtedy zdiagnozowano u mnie depresję.

Miałam 16 lat i jedyne co chciałam robić to brać narkotyki. Zależało mi na tej pustce, która przychodziła kiedy narkotyk zaczynał działać. Na trzeźwo czułam się niekochana przez rodziców i samotna. Nie podobał mi się świat, w którym dorastałam.

Kiedy miałam 20 lat zdecydowałam że nie chcę być już wieczną pacjentką psychiatryczną, czułam, że zapominam kim jestem.To było trudne. Ale zmusiłam się. Rzuciłam narkotyki, zostałam tylko na prozacu, który biorę do dziś. Nie zmienia mnie w beztroskiego króliczka ale powstrzymuje przez upadaniem na dno, kiedy przestaję normalnie funkcjonować. Wciąż jestem mrukliwą, cierpiącą osobą. Miewam gorsze dni, ale już nie przytrafiają mi się takie jak kiedyś, kiedy miesiącami  siedziałam i patrzyłam w ścianę.
- Kiedy zaczęła pani pani pisać?
- Kiedy skończyłam 35 lat i Chloe poszła do szkoły. Ale marzenie o pisaniu było bardzo wczesne.

- I czuje się pani w końcu szczęśliwa?
- Nie. Nigdy nie marzyłam o tym, żeby być szczęśliwa. Nie sądzę, by mój organizm był do tego stworzony. Czasem sobie radzę lepiej, czasem gorzej. Ale na pewno jestem szczęściarą. Mam 66 lat i od 15 lat jestem w szczęśliwym związku.

więcej - wywiad z Jenny Diski w "Wysokie obcasy" 26 kwietnia 2014



Jenny Diski ur 1947



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz