- Wie pan, na ringu obowiązują jednak pewne przepisy i reguły, a w życiu jest wolnoamerykanka.
Raz był taki moment , pod koniec lat 70. Zdradzaliśmy się nawzajem z moją pierwszą żoną. Wie pani Ciechocinek ,obozy sportowe, wokół pełno pięknych dziewczyn. Byliśmy młodzi, ulegaliśmy namiętnościom, bywa. I tego się nie uniknie. No i taki jeden, mój ówczesny przyjaciel, poderwał mi żonę. Ja też nie stroniłem od mężatek ale nie byłem w stanie sobie poradzić z tym, że zdradziła mnie moja własna żona! Zawaliło mi się wtedy wszystko. Pamiętam jakby to było dziś - szedłem Krakowskim Przedmieściem i zaczęło mnie bardzo boleć serce, pierwszy raz w życiu. Myślałem, że się przewrócę i umrę. Oparłem się o drzewo i przysiągłem sobie, że jeśli przeżyję, to nigdy w życiu nie dopuszczę, żeby mnie z takiego powodu serce bolało.
- I znalazł pan sposób?
Wszedłem do pobliskiego baru i piłem przez trzy miesiące. Nie wiedziałem, czy jest dzień, czy noc, czy poniedziałek, czy sobota. Przepuściłem wszystkie pieniądze. Wtedy pomyślałem: "Cholera , trzeba z tym skończyć, bo wstyd". Po tym alkoholu pojawiły się myśli samobójcze. Wylądowałem na balkonie, na dziewiątym piętrze mojego mieszkania. Pomyślałem, że wejdę na balkon, zawinę sobie linkę od anteny na rękę i skoczę z tego dziewiątego pietra. Nie chciałem się przyznać do tego, że jestem tak słaby, że nie mogę dalej żyć i chcę się zabić.
więcej - artykuł "Strzeliłem w życiową dziesiątkę" w Wysokie Obcasy 23 października 2010
Jerzy Kulej (1940-2012)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz